czwartek, 10 października 2013

Nadawanie tytułów postom jest bez sensu: i tak nigdy nie wymyślę nic sensownego

Witam!

Piękny mamy dziś dzień i to niekoniecznie ze względu na pogodę, a raczej ze względu na to, że wreszcie mam po szkole czas wolny i nie muszę martwić się lekcjami. Jestem tym tak uradowana, że po ostatnich dołujących dniach w końcu przestałam słuchać dołującej muzyki i puściłam sobie Queen, a potem starszą wersję 1D zwaną Bon Jovi.

Taki dzień jest idealny do napisania kolejnego rozdziału Jona <tutaj sama przerwałam sobie pisanie i się trochę rozśpiewałam> Na czym ja to skończyłam? A, tak! No więc bez zbędnych formalności piszę kolejny rozdział.

Rozdział kolejny

  Dygoczący z zimna Jon spokojnym krokiem przemierzał rosyjskie śniegi w poszukiwaniu czegoś, czego tylko on w takim miejscu mógłby szukać: kortu tenisowego. Dopiero po godzinie wędrówki zorientował się, że nie zabrał torby z rakietami ze stacji. 
  Wrócił tam z poodmrażanymi niektórymi częściami ciała i stwierdził, że musi iść do toalety albo przynajmniej pod krzaczek. Po dokładnym zbadaniu terenu stwierdził, że tu jednak nie ma toi-toi-a i musi szukać krzaczka. Kiedy i te poszukiwania nie wypadły pozytywnie, Jon poczynił kolejną obserwację, mianowicie ma problem z nietrzymaniem moczu. Dalszą drogę musiał więc przebyć z majtkami przymarzniętymi do ciała.
  Po kilku godzinach fioletowy z wycieńczenia i zimna Jon dotarł do chatki jakiegoś wariata mieszkającego w samym środku tego śnieżnego pustkowia. 18,(3)-latek zapukał do drzwi swoją prawą ręką, którą ledwie mógł poruszać. Otworzył mu hippis.
- Czego pan tu szukasz?
- Kibelka - przyznał zgodnie z prawdą Jon.
- Nie mam, co pan sobie myślisz, że tu mam jakąś kanalizację?!
- Nie myślę, ale może ma pan przynajmniej toi-toi-a...
- A co to jest? Weź się pan ogarnij, tu nie ma żadnych nowinek technicznych!
- A mógłby mnie pan przynajmniej wpuścić?
- Nie.
Jon postanowił zrobić słodkie oczy, zanim hippis zatrzaśnie mu drzwi przed nosem. Niestety w takich sprawach nie był najlepszy i szybko się o tym przekonał.
  Nieustępliwe stworzenie czekało pod drzwiami około pięciu minut, kiedy hippis postanowił je jednak wpuścić.
- Właźże, pan, bo jeszcze zmienię zdanie!
Jon z trudem oderwał się od bryły lodu, do której przymarzł czekając na swojego wybawcę, i chwiejnym krokiem wszedł do chatki hippisa.
  Wnętrze sprawiało wrażenie ciepłego i przytulnego, w kominku paliło się drewno, a na ścianach powieszone były skóry zwierząt. W najważniejszym punkcie salonu stał wielki, 50-calowy telewizor, obok niego leżał laptop i iPhone.
  Hippis widząc przyglądającego się jego sprzętom Jona postarał się mu to jakoś wyjaśnić.
- No widzisz pan, tutaj prądu nie ma, to i tak to nie działa.
- To na co to panu?
- Na nic, przywieźli mi jacyś podróżni z dalekiego świata. Nawet nie wiem, do czego to służy.
- Ja też nie - przyznał Jon.
   Kilka chwil później został uraczony gorącym napojem w postaci wody z pływającymi igłami z sosny oraz udźcem z dzika. Po posiłku Jon był już mniej fioletowy i mniej zamarznięty, ale cały czas nie załatwił swojej potrzeby fizjologicznej.
- Przepraszam, a jak pan musi do toalety, to gdzie pan idzie?
- A byle gdzie, dla mnie to nie ma znaczenia.
- A ja też tak mogę?
- Nie, dla gości mam specjalną dziurę w ziemi.
- To dlaczego pan wcześniej mi nie powiedział?
- Boś mi pan nie wyglądał na człowieka!
- Aha. To gdzie ta dziura?
  Hippis odprowadził Jona do dziury i wrócił do chatki, na polu w końcu zimno. Jon załatwił co miał załatwić i też wrócił.
- Czy mógłbym się u pana zatrzymać na kilka dni?
- Nie.
- Czemu?
- Bo nie.
- Aha. To ja w takim razie idę.
- Masz tu pan kubrak i jak coś to możesz pan wpaść na wodę z sosną.
- To do widzenia!
- Chwila, co masz tam pan w tej torbie?
- Rakiety tenisowe - odparł dumnie Jon.
- A do czego to służy?
- Do grania w tenisa.
- Zaciekawił żeś mnie pan, jak to się robi?
- Mogę pana nauczyć, ale musimy mieć plac o wymiarach 78 na 27 stóp.
- Placu to tu masz pan pełno.
- Ale musi być bez śniegu.
- To se pan odśnieżaj! Co dalej?
- I potem jeszcze trzeba mieć w połowie kortu siatkę.
- Co?
- Takie dwa patyki, a między nimi sieć.
- A, to wiem. I co jeszcze?
- Potem staje się po przeciwnych stronach siatki i trzeba za pomocą rakiety przebić piłeczkę na drugą stronę.
- Ale to fajne! Żem nie wiedział, że jesteś pan taki mądry!
- Tylko nie nauczę pana niczego w kilka godzin, musiałbym zostać u pana na dłużej.
- To zostań pan, jak już pan musisz...


Rozdział taki sobie, przykro mi. No i znowu się żegnam, bye!

2 komentarze:

  1. Cóż mam napisać... Fajne? Nie... Jutro może poszukam jakiegoś dobrze określającego to wszystko słowa. xD

    OdpowiedzUsuń