Witam!
Po dłuższej nieobecności powracam z nowym postem i nowym rozdziałem "Świata według Jona", z nową ilustracją i to chyba tyle, bo co więcej mam niby w poście napisać? No chyba że znajdą się jakieś sugestie, które będę w stanie spełnić.
Rozdział... a miałam to sprawdzić...
Hippis zgodnie z obietnicą pozwolił Jonowi zatrzymać się u siebie. Udostępnił mu własnoręcznie wykonane łóżko wycięte z drewna i obleczone skórą. Możliwe, że było wygodniejsze od kanapy w moim pokoju...
- Przepraszam, czy ma pan może coś do pisania?
- A na co ci to, panie?
- Chciałem wysłać list do znajomych.
- To masz pan, a jak go wyślesz to już twoja sprawa.
Jon ochoczo zabrał się do pisania. List postanowił wysłać jeszcze tego dnia, podając go maszyniście pierwszego lepszego pociągu. Pismo było ładnie zaadresowane i miało nawet znaczek, więc mimo obrzydzenia postanowiłam nie wyrzucać go od razu do kosza po jego otrzymaniu.
Maszynista podjechał pod mój dom bugatti veyronem (po co jeździ pociągiem na Syberię, jak ma taki samochód?!) i zadzwonił domofonem. Wybiegłam przed dom w szlafroku, odebrałam list i wróciłam akurat wtedy, kiedy zagotowała mi się woda na herbatę. Wcześniej jednak zostawiłam maszyniście swój numer telefonu, tak jakby nie miał kogo wozić tym swoim veyronem...
Jak już wspomniałam, list nie wylądował od razu w koszu. Usiadłam przy herbacie i zaczęłam czytanie.
droga niźko!
aktóalnie mieszkam u iakiegoś chippisa ktury jest dla mnie bardzo gośćnny. jest tu bardzo miło i pszyjemnie i jótro bende uczyć chippisa gry w tenisa. śpiem na łużku ze skury jeleńa i pijem cherbate z sosny. badzo smaczna jest ta cherbata. tylko te moje łużko jest bardzo śmierdzonce i mi śmierdzi w nocy. a tą cherbate to bym nie pił ale nie ma nic innego do pića. i jeszcze jest taka dzióra w źemi i tam sie hodzi do kibelka i ona tesz strasznie śmierdzi.
jon kowalski
Po przeczytaniu listu byłam cokolwiek wstrząśnięta i postanowiłam jednak wyrzucić go do kosza. Dopiłam swoją herbatę i poszłam dalej odsypiać Jona, jeszcze trochę mi brakowało do pełni wyspania.
Tymczasem u Jona godzina była już późna, a on cały czas pomagał hippisowi patroszyć ryby. Było to bardzo wdzięczne zajęcie, i tak zapachy były lepsze niż na łóżkach i dziurze w ziemi, o których wspominał w liście. Skończyli około 5 rano czasu lokalnego i położyli się na pół godziny spać, żeby potem iść na połów i wreszcie zacząć naukę tenisa.
- No, no, chyba pan ze mną zostaniesz na dłużej. Ładne żeś pan ryby mi złowił! - wychwalał Jona hippis, kiedy wracali znad przerębla.
- Och, dziękuję - odparł Jon niby skromnie i pobiegł szybko do chaty, żeby zabrać rakiety.
- Czekaj pan, zamknięte jest! Mam drzwi antywłamaniowe - powiedział właściciel domu bez okien i otworzył wszystkie zamki.
Jon wskoczył do izby, zabrał torbę oraz łopatę do odśnieżania i pobiegł przez zaspy szukając idealnego miejsca. Znalazł je zaraz przed chatą, ale wcześniej zdążył odśnieżyć gdzieś kilometr kwadratowy placu.
- No dobra, odśnieżył żeś pan, co teraz?
- Teraz musimy wyznaczyć linie i zamontować siatkę.
Po wykonaniu tego zadania Jon zaczął tłumaczyć hippisowi zawiłe zasady, które ja mu kiedyś wykładałam. To wzruszające, że jednak czegoś się nauczył...
Rozdział jest dość krótki, ponieważ mam do załatwienia jeszcze jedną sprawę. Z tenisem nie ma nic wspólnego, ale z Jonem już trochę bardziej.
W ostatnim poście wspominałam coś o starszej wersji 1D, zwanej Bon Jovi. Przedstawia się to tak:
Pięciu (dzisiaj już 50-letnich) Jonów z dziwnymi fryzurami, ale w kwestii muzycznej bez zarzutów. (ten w środku ma na imię Jon, jakby ktoś nie wiedział)
Pięciu Jonów z fryzurami dziwnymi inaczej, czy umieją śpiewać - to pojęcie jest względne.
Mam nadzieję, że moimi Jonami nie uraziłam fanów żadnego zespołu, na razie się już żegnam, bye!



Co tak długo? Rozdział trochę krótki, ale fajny. Jon bardzo mnie zaskoczył... Myślałam, że on sam nie umie grać w tenisa, a tu taka niespodzianka! Nie dość, że umie to jeszcze uczy innych!
OdpowiedzUsuńNa stworzenie rozdziału potrzebuję trochę czasu, którego ostatnio mi brakuje. Dlatego rozdziały są krótkie, a obrazki mało dokładne.
OdpowiedzUsuńNo ale jeśli są przynajmniej fajne i budzą w czytelnikach (a raczej w jednym) jakieś emocje, to chyba jest dobrze.
Spokojnie... Nie przejmuj się mną. Ja jestem typowym Polakiem narzekającym na wszystko. xD A obrazki i tak mi się podobają! Czekam na następny!
UsuńNie chcę cię zniechęcać, ale... chyba na serio tylko ja regularnie odwiedzam tego bloga... xD
Z tymi Jonami to mi tak jakoś wyszło z tego "na-na-na-na, na-na-na, na-na-na-na" w naszych tajnych działaniach.
UsuńTa moja cenzura chyba nie działa, ale i tak nikt tu nie wchodzi, jak sama zauważyłaś. xD
A ja się muszę pochwalić, że dzisiaj słuchałam Bon Jovi. I nawet mi przypadło do gustu... Kilka piosenek nawet znam. xD
UsuńJak to nikt?! Wchodzi... no ten... no ja wchodzę... ty wchodzisz no... i... a zresztą i tak każdy nas zna! xD
No wiesz, "It's my life" ciężko jest nie znać... xD Osobiście polecam "Always", "Livin' on a prayer", "Keep the faith", "Born to be my baby", "Have a nice day", "Hallelujah", może też "Bed of roses"... No ogólnie to wszystko, w końcu to najlepszy zespół, jakiego miałam okazję w życiu słychać. I jeszcze Queen, to właściwie nie wiem kto lepszy... No ale na pewno nie jakieś chłoptasie w różowych gaciach! xD
UsuńTak, zaraz się okaże, że Hammond też śledzi przygody Jona i porównuje go do swoich kolegów. xD
Tak! Hammond też! Do tego wchodzi jeszcze Novak, Rafa, Roger, Grzesiek i reszta czołówki rankingu ej-ti-pi.
Usuń"No wiesz, "It's my life" ciężko jest nie znać... xD"
UsuńJeszce byś się zdziwiła... xD
No dobra, zdziwiam się. xD
Usuń