Dzisiaj Niśka nie ma szczególnej weny na pisanie Jona, na polu leje, w Londynie też, nie ma żadnych meczów, na centralnym zasłaniają dach (pewnie już skończyli, ale mimo wszytko jeden kort z takim sobie meczem mi nie wystarczy), wolałabym porysować sobie komiksy o mądrościach mądrego konia, ale zamiast tego spróbuję porysować komiksy o Jonie. Spróbuję. I biorę się do roboty. Zacznę normalnym opowiadaniem.
Jon nie był profesjonalnym kierowcą czołgu - mój dom może to potwierdzić. Chciał mimo wszystko dostać się na Wimbledon jak najszybciej i starał się z całych sił, reszta ekipy jednak nie doceniała jego starań.
Po godzinie drogi, kiedy znajdowali się w okolicach Łodzi, Becker postanowił się w końcu odezwać.
- Panie Kowalsky, pan źle jedzie.
Cisza.
- Panie Kowalsky! Pan musi skręcić w stronę Anglii!
Cisza.
- Panie Kowalsky! - wrzasnął Boris do ucha Jona. - Tak nie dojedziemy na Wimbledon!
Cisza.
Becker stwierdził, że Jon musi znać inną drogę i dał sobie spokój. Godzinę później był jednak zmuszony interweniować.
- Panie Kowalsky! - wrzasnął i gwałtownie potrząsnął Jonem.
- Tak?
- Pan źle jedzie!
- Wiem.
- To czemu pan nie zawraca?! Jesteśmy na Ukrainie!
- Jakiej znowu Ukrainie?! - do rozmowy w dość niemiły sposób włączył się Nole i również zaczął potrząsać Jonem, aż w końcu nawet go dusić.
- No właśnie! Co pan sobie myśli, panie Kowalsky?! - Boris popierał najwidoczniej Novaka i prawdę mówiąc nic dziwnego w tym nie było.
- Myślę, że pana ukochany Novak zaraz mnie udusi... - odpowiedziało stworzenie i zemdlało.
Jon obudził się godzinę później, kiedy jakimś cudem czołg dojeżdżał już do granicy z Niemcami, cały pobity i poturbowany.
- Panie Kowalsky? Panie Kowalsky?! Chyba mnie nie słyszy... Panie Kowalsky?!!!
- Zostaw go Boris, jeszcze cię pobije...
- I kto tu kogo bije?!
- W sumie to ma trochę racji, Nole. Mogliśmy nie używać tych granatów...
W tym momencie do czołgu wkroczyła osoba mało tam spodziewana. Na głowie miała coś w rodzaju mopa, którym ktoś wcześniej wycierał kupę, na twarzy kawałek plastiku za ciężkie pieniądze, ubrana była w worek na ziemniaki, na nogach miała buty za kolejne ciężkie pieniądze i nie były to bynajmniej glany, ojcowie jego sławne bohatery, a imię jego czterdzieści i cztery... Do czołgu weszła Niśka ze swoim wałkiem do ciasta, żeby zrobić tam poważną rozróbę.
- Niśka! - wykrzyknął Jon i mocno ją przytulił. Wytarła się w Novaka i rozpoczęła swoją przemowę.
- Ja, Niśka Maria S., przybyłam tu po odszkodowanie za zniszczenie mojego domu, które jest mi winien zapłacić Jon Kowalski, kierujący obecnie tym czołgiem i nieumiejący nim kierować. Obecnie nie mam gdzie mieszkać i żądam równowartości mojej posiadłości w gotówce. Teraz.
Jon zabrał Beckera (którego najwyraźniej uznał za przyjaciela i człowieka zaufanego) na bok.
- Panie Becker, ona jest złem!...
- To po co ją pan przytulasz, panie Kowalsky? - przerwał mu Boris.
- Bo kiedyś ją lubiłem... Ale tego jest za dużo! Ona mnie wyrzuciła z domu, zesłała na Syberię, a teraz jeszcze chce odszkodowania!
- Aha. Tak, tak, jasne, pa - Becker z uśmiechem schował telefon do kieszeni. - Żona dzwoniła. Co tam pan mówił, panie Kowalsky?
W tym samym czasie Niśka postanowiła zabrać Novaka na drugi bok i wyznać mu swoją miłość.
- Czego ode mnie chcesz?
- Panie Djokovic, ja jestem pana wielką fanką!
- To świetnie. A teraz przepraszam, ale muszę nakarmić psa.
- Tutaj nie ma twojego psa, Novak...
- Skąd wiesz?
- Nie jestem ślepa...
- To na co ci okulary?
W tym jakże niezręcznym momencie zadzwonił niśkowy telefon, więc zadowolona poszła go odebrać gdzieś na trzecim boku.
- Mówiłem, że ona jest złem! Panie Becker, ona jest złem w czystej postaci! Ona ma układy z szatanem! Ona słucha metalu!
- Metalu? Oby Rammsteinu, gdzie ona jest? - Becker skierował się na trzeci bok, gdzie Niśka prowadziła spokojną rozmowę z moim kotem, i szturchnął ją w ramię.
- Sorry kocie, muszę kończyć, pa. Słucham pana?
- Słuchasz metalu?
- Tak.
- Rammsteinu?
- Tak.
- Serio?
- Tak.
- A samochody lubisz?
- Tak.
- Ferrari na przykład?
- Tak.
- Możesz odpowiedzieć jakoś dłużej?
- Tak, oczywiście.
- To lubisz Porsche?
- Tak, oczywiście.
- Miśka!
- Jaka Miśka?! Ja mam na imię Niśka! Niś-ka! Tam jest "ny", żadne "my", tylko "ny"! Rozumiesz gościu?!
Przestraszony Becker udał się na drugi bok, gdzie siedział zdumiony moim zachowaniem Novak.
- To jest wariatka, tutaj trzeba przyznać Kowalsky'emu rację.
- Ależ Nole! Ona lubi samochody i metal! Czegoż chcieć więcej, kobieta-ideał!
- Za mały ma biust.
- Przyznasz chyba, że Marysia Sharapova ma nie większy, co? - to mówiąc Becker szturchnął Novaka z bardzo charakterystycznym dla wypowiadania takich zdań uśmiechem, co sprawiło, że Novak udał się na pierwszy bok, do Jona.
- Odejdź ode mnie! - wrzasnął Jon na widok Novaka idącego w jego stronę. - Nie lubię cię!
- Wiem.
- To idź stąd!
Nole posłusznie oddalił się na czwarty bok, gdzie po chwili przyplątała się Niśka. Novak nie chciał z nią rozmawiać, więc odszedł na piąty bok. Ona poszła za nim. Poszedł na szósty bok - to samo. W końcu zaczęli się ganiać po całym czołgu.
- Możesz mnie przestać gonić, idiotko?!
- Tylko nie idiotko!
- To przestań mnie gonić! Choć i bez tego jesteś idiotką - dodał Novak ciszej, ale też na tyle głośno, żeby to usłyszała.
- A ja byłam twoją fanką! Myślałam, że jesteś miły i uprzejmy! - zdesperowana Niśka postanawia rozegrać jakąś dramatyczną scenę, żeby... w sumie to nie wiadomo po co, ale to już taka nieprzyjemna cecha Niśki.
- A to nie jestem?
- Jak by ci to powiedzieć, żeby cię nie urazić... No to może tak: nie.
Wściekły i smutny tenisista odszedł na bok numer n-ty, żeby zastanowić się nad swoim zachowaniem. Był to bardzo interesujący - i jakże skuteczny! - patent Beckera.
Tymczasem czołg przemierzał spokojnie Niemiecką autostradę, blokując ruch początkowo tylko na niej, następnie na wszystkich połączonych z nią drogach, potem i w całych Niemczech, a na koniec w całej Europie. Policja nie mogła do nich dojechać, więc jechali dalej niczego nieświadomi. Dopóki na ich poszukiwania nie wyruszyły śmigłowce...
- Prosimy wszystkie osoby przebywające w czołgu w kolorze piłeczki tenisowej o wyjście na zewnątrz z podniesionymi rękami i o porzucenie wszelkiej broni! - odezwał się głos z nieba, wyglądało na to, że miał lekki katar.
- Panie Kowalsky! Co pan narobił?! - zdenerwował się Becker i potrząsnął Jonem.
- Ja? Nic! Ja teraz nie kieruję tym czołgiem!
- No racja... A kto kieruje?... Novak! Novak? Jak mogłeś nam to zrobić?!
- Moja to wina, że ten czołg tak powoli jedzie?!
- To mogłeś nie jechać autostradą!
- PROSIMY WSZYSTKICH O OPUSZCZENIE CZOŁGU. W PRZECIWNYM RAZIE BĘDZIEMY ZMUSZENI STRZELAĆ - zakatarzony pan odezwał się już bardziej stanowczo i załoga czołgu postanowiła się naradzić, a następnie wyjść z pojazdu.
- Niech pierwszy pójdzie ktoś znany! - zaproponowała Niśka. - Najlepiej Novak.
- Niech pierwszy pójdzie największy idiota! - zaproponował Becker i zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno będzie to Jon.
- Niech pierwszy pójdzie ten, kto nas najbardziej wyzywa od idiotów i wariatów! - zaproponowała z kolei Niśka.
- Niech pierwszy wyjdzie ten, który nie rozumie, że jest idiotą!
- Niech pierwszy wyjdzie ten, który ma najbardziej ubogi zasób słownictwa!
- Niech pierwszy wyjdzie ten, który nie rozumie celowych powtórzeń!
- Niech pierwszy wyjdzie ten, który nie umie wymyślić nic sensownego na swoją obronę!
- Niech pierwszy wyjdzie ten, który próbuje bezsensownie przedłużać tę kłótnię!
- Niech pierwszy wyjdzie ten, który ją zaczął!
Podczas gdy Niśka i Becker kontynuowali swoją kłótnię, Novak i Jon wyszli ostrożnie z czołgu.
- CZY W POJEŹDZIE ZNAJDUJE SIĘ KTOŚ JESZCZE? - zapytał Zakatarzony Pan.
- Tak - odpowiedział Novak, niepewny, czy ktoś go w ogóle usłyszał.
- DLACZEGO WIĘC NIE WYSZEDŁ?
- Aktualnie kłóci się z jakąś walniętą dziewczynką.
- CZYLI SĄ TAM DWIE OSOBY?
- Nie wiem, czy ta dziewczynka liczy się jako osoba...
W tym momencie Nole przewrócił się nieprzytomny po uderzeniu wałkiem do ciasta w głowę.
- CO SIĘ PANU STAŁO? - zapytał najbardziej troskliwie jak umiał Zakatarzony Pan.
- Ta wariatka walnęła go wałkiem do ciasta! - wykrzyknął Becker.
- Właśnie! - potwierdził Jon.
- Należało mu się! - stwierdziła Niśka.
- A KTO KIEROWAŁ TYM CZOŁGIEM?
- Novak! - odpowiedziała reszta ekipy chórem.
- ON I TA DZIEWCZYNKA LĄDUJĄ ZA KRATKAMI. NIE UKRYWAMY, ŻE CHCEMY ZAMKNĄĆ WAS WSZYSTKICH, WIĘC MUSIMY ZNALEŹĆ JAKIEŚ WASZE PRZEWINIENIA.
- On ciągle mnie wyzywa i mi grozi!
- A on rozwalił dom tej wariatki!
- TO ŚWIETNIE. ŁADUJCIE SIĘ WSZYSCY DO HELIKOPTERA.
Wszyscy (oprócz Novaka, którego trzeba było wnieść) posłusznie weszli do helikoptera akurat wtedy, kiedy Zakatarzony Pan wydmuchiwał nos. Więc jednak miała katar!
- PROSIMY O ZAPIĘCIE PASÓW...
- Człowieku, mówże normalnie, bo mi już głowa pęka!
- Ach, dobrze, już. Więc prosimy o zapięcie pasów i życzymy miłej podróży. W jedną stronę... - dodał mrocznym głosem i kichnął.
CIĄG DALSZY NASTĄPI
No i to tyle na dziś, żegnam się z państwem, komentowała dla państwa Niśka, teraz czas na reklamy, a raczej na pójście spać... W każdym razie, bye!







