wtorek, 1 lipca 2014

Jedziemy dalej z tym koksem, czyli podróż na Wimbledon część druga

Witam!

Niśka przybywa dziś z nowym rozdziałem Jona, chociaż nie ma kompletnie pomysłu i najchętniej poczekałaby na przypływ weny, ale potrwałoby to pewnie z miesiąc (albo i więcej), więc po prostu siądę przy komputerze i coś napiszę.

  - Przepraszam pana najmocniej - zaczęła nieśmiało Niśka - Dlaczego chce nas pan wszystkich zamknąć?
- Taka praca - odpowiedział Zakatarzony Pan z idealnym spokojem.
- Jaka praca? - zapytał Nole, który właśnie się obudził i starał się odzyskać świadomość. - Gdzie my jesteśmy?!
- W helikopterze. Transportujemy pana i pana przyjaciół do więzienia za zakorkowanie całej Europy.
- Że co?! Oni nie są moimi przyjaciółmi!
- Czyli ja nie jestem twoim przyjacielem? - zapytał Becker i odszedł na bok, żeby móc spokojnie popłakać w kącie.
- I ja też? - zapytał Jon, który nie wiadomo czemu chciał być przyjacielem swojego wroga, po czym dołączył do Beckera.
- No dobrze, ja to nie jestem... - stwierdziła Niśka, ale dla dotrzymania towarzystwa reszcie udała się płakać na bok.
  Novak nie miał pojęcia, co się dzieje, ale jako że został sam, Zakatarzony Pan mógł go spokojnie przesłuchać.
- Jak się pan nazywa?
- Novak Djokovic.
- Pana narodowość?
- Serbska.
- Data urodzenia?
- 22 maja 1987 roku.
- O, to jak moja mamusia! Miejsce urodzenia?
- Belgrad.
- Gdzie to jest?
- Domyślił by się pan...
- Adolfie, gdzie jest Belgrad? - zapytał Zakatarzony Pan pilota śmigłowca.
- Nie wiem. - pilot odwrócił się do niego ukazując swoje oblicze, a właściwie charakterystyczny wąsik, pasujący również do imienia. - Może w Polsce?
- Co znowu w Polsce? Czego wy wszyscy chcecie od Polski?! - zaczęła awanturować się Niśka.
- Nie polepsza pani swojej sytuacji krzycząc na nas...
- Nie obchodzi mnie to! I tak jakoś wyjdę z tego więzienia! A wy wszyscy macie po prostu jakiś problem ze zrozumieniem, że Polacy to też ludzie!
- Polacy? Ludzie? Ta dziewczynka naprawdę ma coś z głową. Powinniśmy chyba lecieć do psychiatryka... - stwierdził Adolf i uśmiechnął się pod wąsem. - Ale już za późno, jesteśmy już koło więzienia. Miłych wakacji!
  Nie wiadomo jak, nie wiadomo kiedy cała ekipa wylądowała w jakiejś zimnej, ciemnej, kamiennej, wilgotnej, zapleśniałej, obskurnej celi w jakimś niemieckim więzieniu.
- Co my tu robimy? Ma ktoś latarkę? - zapytał szeptem Becker.
- Owszem - odparła Niśka mrocznym głosem, włączyła latarkę w telefonie i przystawiła ją sobie do brody.
- A łom?
- Nie, ale mam wałek do ciasta.
- Och, to świetnie! Zróbmy szarlotkę! - zawołał Novak, jak to przystało na gwiazdora wsadzonego za kratki.
- Może lepiej podkop?
- Wałkiem?
- Nie! Jonem!
- Mną?! - do rozmowy w końcu włączył się Jon.
- No... Bo jako tak dziwne stworzenie jesteś w stanie jakimś magicznym sposobem nas stąd wyciągnąć - wytłumaczyła mu Niśka i usiadła w oczekiwaniu na jakieś jego działanie. Czekała długo.
  Mózg biednego stworzenia był bardzo przegrzany. Nie chciało ono zawieść jednej z nielicznych jakimś cudem je akceptujących osób. Myślało długo, aż w końcu wymyśliło.
- Tutaj jest okno!
- Naprawdę? Cóż to za odkrycie! - Novak w całym swoim gwiazdorstwie stał się przesadnie sarkastyczny.
- Ale można by przez nie wyjść.
- I na pewno przeciśniemy się przez te kraty.
- Ja dam radę! - zaoferował się Jon i w rzeczy samej mógł dać radę.
Reszta zespołu założyła ręce i stała z drwiącymi uśmieszkami na twarzach w bezpiecznej odległości od Jona, który zabierał się do pracy. Stworzenie ze skupienia zrobiło się już z lekka fioletowe. Nikt nie miał jednak zamiaru mu w żaden sposób pomagać.
  Jon zgrabnym uderzeniem głową wybił szybę pancerną w oknie. Z niewiadomych powodów zrobił się w tym momencie zielony, ale nikogo nadal to nie obchodziło. Dopóki Jon nie padł nieprzytomny na podłogę. Tak, teraz też nikt się nim nie przejmował, wszyscy gapili się na niego przez chwilę w osłupieniu, ale potem do akcji łamania krat przystąpił wspaniały duet: Boris Becker i Wałek do Ciasta.
  Boris uderzył w kraty Wałkiem z całej siły. Wałek poległ w tej bitwie, lecz na szczęście kraty również, więc wszyscy mogli wyjść na zewnątrz.
- Dlaczego nikt nie zauważył, że uciekamy? - zapytała Niśka gramoląc się na górę z pomocą Beckera, który musiał koniecznie dotknąć jej pośladków.
- Cicho. Ściany mają uszy i przenoszą plotki - odpowiedział jej pomocnik przykładając palec do ust, przez co Niśka nie miała odpowiedniego przytrzymania i łomotem spadła na podłogę. - No widzisz! Jedno pytanie, a tyle nieszczęścia!
- Teraz niech pan będzie cicho panie Becker. I niech mi pan znowu pomoże.
  Po kilku minutach Niśka siedziała już na świeżym powietrzu i pomagała wciągać podsadzanego przez Novaka Borisa na górę. Po chwili Becker leżał już na trawie obok Niśki, a Nole zgrabnie wyskoczył na zewnątrz.
- A co z Jonem?
- Niech tam zostanie.
- Bądź co bądź, to on rozwalił szybę... - Niśka sama nie wierzyła, że jest skłonna powiedzieć coś dobrego o Jonie.
Novak bez słowa, ale z wyraźnym niezadowoleniem na twarzy, wskoczył z powrotem do celi i zaczął się zastanawiać, jak można wyciągnąć stamtąd bezwładne stworzenie.
- Ma ktoś linę?
- Tak, zawsze noszę przy sobie linę, żeby móc wyciągać swoich znajomych przez okienka jakiegoś niemieckiego więzienia - odwdzięczyła się Niśka za wszystkie sarkazmy Novaka.
- To może byś tak poświęciła jakąś część swojego ubioru? - zapytał Becker z uwodzicielskim uśmiechem.
- Nie. Wy macie te dresy, jakby wam zimno było...
- No bo jest - przerwał jej Novak.
- Ale bez nich też wam nie będzie!
- Ty wiesz, ile taki dres kosztował?! Rozbieraj się! - wykrzyknął Nole i zdał sobie sprawę, jak dziwnie musiało to zabrzmieć.
- Ciekawe tylko, jak chcesz zrobić porządną linę z koszulki na ramiączkach i krótkich spodenek? - Niśka udała, że pedofilskie podteksty jej nie obchodzą.
- No to masz pewnie jeszcze na sobie coś więcej... - zasugerował Becker. - Nie no, żartowałem. Novak, zdejmuj ten dres!
Novak posłusznie ściągnął bluzę, z bólem serca przedarł ją i przywiązał do Jona.
- Za krótka!
W odpowiedzi Becker rzucił mu swoją bluzę.
- Nadal za krótka!
- Nie patrzcie się tak na mnie, nic wam nie dam.
Zrezygnowany Novak zdjął koszulkę, co u Niśki wywołało bardzo przyjemny dreszcz, i przywiązał ją do "liny".
- Mogłeś zdjąć spodnie - stwierdziła już trochę po fakcie Niśka. - Starczyłoby na więcej i nie musiał byś ich rozpruwać.
Novak pominął jej wypowiedź milczeniem i podał jej linę.
- Ciągnijcie i nie gadajcie.
- A może nam pomożesz?
- To nie trzeba go przytrzymywać czy coś?
- Może i trzeba... Ale my go sami nie wyciągniemy - stwierdził Becker.
Tak właśnie Niśka wylądowała z powrotem w celi, gdzie musiała pilnować, żeby zielony Jon nie obijał się za bardzo o ściany.
  Stworzenie zostało w ten sposób wyciągnięte na zewnątrz bardzo szybko i miało na sobie tylko kilka siniaków, które z zielenią komponowały się idealnie w kolorystykę Wimbledonu.W środku została jednak Niśka, a do jej podsadzania zgłosił się oczywiście Boris. Że Niśka ma niby taki fajny tyłek? Ciągnięta w górę przez Novaka i macana przez Beckera po pośladkach szybko znalazła się na trawie obok Jona. Do celi wskoczył znowu Novak, żeby podsadzić swojego trenera, w końcu wyszedł też sam i wszyscy oprócz Jona byli gotowi do drogi.
  - Co z nim zrobimy? - zapytał Becker, który, jak się okazało, najbardziej chciał zostawić biedne stworzenie na pastwę losu.
- Jak już go wyciągnęliśmy - tutaj Novak zrobił pauzę na znaczące spojrzenie się na Niśkę - to trzeba będzie go jakoś zabrać ze sobą.
- Słusznie - potwierdziła Niśka udając, że nie zauważa ani trochę złości w głosie swojego ukochanego tenisisty. Jon był więc ciągnięty przez półnagiego Novaka po trawie, betonie, znowu trawie i znowu betonie aż do płotu, za którym stał sobie jak gdyby nigdy nic samochód marzeń - Fiat Multipla.
- Ten samochód jest porzucony? - zapytał Becker dość retorycznie.
- A kto by chciał takim jeździć, panie Becker? Porzucony na pewno, nawet kluczyki i zapasowe opony obok leżą!
- To teraz trzeba tylko jakoś przejść przez ten płot z drutem kolczastym, tak?
- Na to wychodzi - odpowiedziała Niśka i głośno przełknęła ślinę.
  W tym czasie Novak zdążył już zasiąść za kierownicą Multipli i załadować Jona do bagażnika.
- Jak ty to tak...?
- Nie wiem jak wy, ale ja wyszedłem przez furtkę.
Zdumiona reszta zespołu szybko wybiegła poza obszar więzienia, wsiadła do Multipli i pojechała na Wimbledon. Byli nieświadomi tylko jednej ważnej sprawy, ale sami nie chcieliby jej sobie uświadamiać.





No i to tyle na dziś, komentowała dla państwa Niśka, bye!

2 komentarze:

  1. I ta aura tajemniczości na koniec... Jak to Jon i Becker nie są przyjaciółmi Novaka?! Idę sobie popłakać w kącie razem z nimi! xD

    Jon w barwach Wimbledonu... xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tajemniczość... I tak się wszystko wyjaśnia w części trzeciej, która jest dość mocno bardzo średnia. xD

      No co? xD

      Usuń