Nie było mnie tu jakiś czas, naobiecywałam się kiedy to tego Jona nie napiszę... Ale jestem i piszę, chociaż miałam rysować Novaka i robić masę innych rzeczy niezwiązanych z blogiem... Zmuszam się do pisania i posiadania weny... A jej nie mam... Ale nieważne, piszemy dalej.
Czerwony Fiat Multipla z najlepszym tenisistą świata za kierownicą jechał spokojnie jakąś wiejską drogą, wyśmiewany przez miejscowych Murzynów... Wait... Murzynów? Ach, przecież to Francja była, ojczyzna Tsongi i Monfilsa! Nie żebym coś miała do Francji... Nevermind.
Czerwona Multipla jechała wiejską drogą przyciągając na siebie spojrzenia wszystkich mieszkańców jakiejś francuskiej wioski, co wcale nie radowało jadących nią ludzi. Novak z nerwów postanowił w końcu wcisnąć gaz i wyjechać stamtąd jak najszybciej, zatruwając przy tym świeże powietrze na tym zadupiu.
- Ło! Ale niebezpieczna prędkość! - odezwała się wielka znawczyni motoryzacji Niśka, kiedy Multipla z trudem dobijała do 30 km/h na francuskim żwirze.
- Chcesz to sama kieruj, jak taka mądra jesteś! - odciął się Novak i starał się jak tylko mógł, żeby ruszyć oporny (i z lekka się przegrzewający) samochód z większą prędkością.
- Nie mam prawa jazdy i jestem niepełnoletnia, przykro mi.
- Jak nie masz prawa jazdy, to co się tak wymądrzasz?!
- Spokój! - wrzasnął Becker, który do tej pory siedział cicho patrząc z głupawym uśmieszkiem na całą kłótnię. - Zmień bieg, Nole, bo to autko zaraz padnie.
Novak posłusznie zmienił bieg na wyższy, był jednak cokolwiek zawstydzony, że sam na to nie wpadł.
- A ja mogę pokierować? - zapytał Jon po chwili ogólnego milczenia.
- Nie.
- Czemu nie?
- Bo... - Boris postanowił nie kończyć i nie wdawać się w dalszą dyskusję z tym stworzeniem. - Nole, może teraz ja pokieruję?
- Ale gdzie chcesz kierować, skoro utknęliśmy w piasku na plaży?
- Gdzieś ty nas znowu wywiózł?!
- No wiesz, jechałem na Wimbledon... W linii prostej...
- I teraz chcesz przepłynąć przez ocean wpław, dobrze rozumiem?
- A co w tym trudnego? - wciął się do rozmowy Jon. - Ja już tak kiedyś zrobiłem.
Jego wypowiedź została pominięta w dalszej dyskusji, a raczej jej braku, bo każdy poszedł w swoją stronę coś załatwiać. Tylko Jon został sam i zaczął się szykować do wskoczenia do wody.
- Heloł, Aj'm luking for sam help - odezwała się Niśka do jednego z czarnych Francuzów w wiosce. Co jak co, ale akurat oni wydają się spoko.
- Łot du ju łont?
- Aj nid help. Maj friends end mi mast goł tu Łimbledon, bat łi hewynt got eny bołt.
- Ju łont tu słim fru de ołszyn łif de bołt?
- Jes...
W tym momencie Niśka zdała sobie sprawę ze swojej głupoty i oddaliła się w poszukiwaniu Beckera, którego uważała mimo wszystko za najbardziej rozsądną osobę w towarzystwie.
- Trzeba by przerobić ten samochód na poduszkowiec, tak jak to zrobili kiedyś w Top Gear... Ale trzeba też będzie ciągnąć za sobą stację benzynową... A tego w Top Gear nikt nie robił, więc się nie uda. Scheisse!
- O, Niśka! Może mi pomożesz?
- Myślałam, że to pan mi pomoże...
- Ale słuchaj - Boris przerwał na chwile, żeby spojrzeć na jej tyłek - musimy jakoś przerobić tę Multiplę, żeby mogła pływać.
- Panie, to nie jest Top Gear!
- Ale oni nawet w murzyńskiej wiosce są w stanie zrobić coś z niczego! - to mówiąc Boris obejrzał się na grupkę wieśniaków zebranych dookoła niego, Niśki i Multipli.
- W telewizji wszystko się da... - stwierdziła sceptycznie Niśka i poszła dalej.
Przy brzegu morza spotkała Jona, który próbował zrobić ze słomy okularki do pływania. Niśka stwierdziła, że nie wypada mu w tym przeszkadzać i poszła szukać Novaka. Znalazła go kilka kilometrów na południe w jakimś porcie, gdzie negocjował z jakimś rybakiem wynajem kutra.
- To mogę odkupić go od pana i będzie miał pan ze mną spokój!
- Ten kuter to moja pamiątka rodzinna, nie sprzedam go za żadne pieniądze!
- Milion euro?
- Przecież pan nawet tyle nie masz, bo skąd? Nawet pan koszulki nie masz na sobie i tu kaloryferem świecisz!
Novak zamilknął na chwilę, żeby uleczyć swoje urażone ego. Jak ten facet może go nie znać?! I jak może mu wypominać brak ubrania, na który cierpiał przez tę idiotkę, która nie chciała się rozebrać?!
- Novak, możesz pozwolić do mnie na chwilę? - zapytała Niśka i zaraz tego pożałowała.
- Idź precz! Nie chcę cię znać! Nie chcę znać całego świata! Nie chcę żyć!
- Nie zachowuj się jak emo i chodź, Boris znalazł sposób jak nas stąd wydostać! - skłamała Niśka, Novak usłyszał jednak tylko pierwszą część jej wypowiedzi i pobiegł w stronę miasteczka. Chcąc nie chcąc musiała pobiec za nim, poprawiając uprzednio okulary, żeby przypadkiem się nie zabił.
Nole zniknął w jakimś ciemnym i podejrzanym sklepiku, który dla Niśki wyglądał zbyt satanistycznie, żeby do niego weszła. Wyszedł jakieś pół godziny później ubrany na czarno... Właściwie to mało powiedziane! Miał na sobie czarne jeansy, czarną koszulkę (z napisem Metallica, więc to można mu wybaczyć), glany, mnóstwo czarnych bransoletek z błyszczącymi kolcami i ćwiekami oraz, co Niśkę przeraziło najbardziej, pętlę z grubej liny na szyi.
- Żegnaj, świecie! - powiedział tylko i podszedł do najbliższego drzewa.
- Novak, nie rób tego!
- Zrobię to!
- Mogę mieć do ciebie tylko ostatnie życzenie?
- Jeśli będzie takie samo...
- Nie będzie... No może trochę tak, ale bardzo pokrętnie... Znaczy nie będzie... Dasz mi numer Borisa?
- Weź cały mój telefon! I tak nie będzie mi już więcej potrzebny!
Niśka wzięła od Novaka pięknego Iphona, znalazła w kontaktach numer Beckera i nacisnęła zieloną słuchawkę (czy coś tam, nie znam się na Iphonach).
- Halo? Nole?
- PANIE BECKER! NIECH PAN TU PRZYJDZIE ZANIM NOVAK SIĘ ZABIJE! - wrzasnęła Niśka do telefonu, przez co Boris stracił słuch w jednym uchu.
W tym czasie Jon kończył już plecenie okularków i zabierał się psychicznie do zanurkowania w morskiej toni. Skoczył w wielką falę, która poniosła go kilkadziesiąt metrów w stronę... brzegu. Skoczył raz jeszcze, ale znowu został wyrzucony na brzeg. Po kilku próbach postanowił poczekać na odpływ... Właściwie to się zmęczył i musiał odpocząć, bo przecież takie stworzenie jak on nie ma pojęcia o istnieniu przypływów i odpływów, nawet po przestudiowaniu atlasu świata podczas wyprawy do Laponii.
- Niśka! Ja naprawdę bardzo lubię... lubiłem Novaka, ale nasz samochód zaraz zatonie!
- To czemu nie wyjedzie nim pan na brzeg?!
- Po pierwsze jest zakopany w piasku. A po drugie Novak ma kluczyki.
- To niech pan tu po nie przyjdzie!
- Ale samochód!...
- Multipli panu szkoda?! Rozumiem, Ferrari może być ważniejsze od tenisisty, którego doprowadza pan znowu na szczyt rankingu, ale żeby Multipla?!
- Każdy samochód jest ważny!
- Zaraz tak się to skończy, że zginie i Novak, i samochód! Tego pan chce?!
Zadyszana Niśka zrobiła małą przerwę na złapanie oddechu.
- Eee... To mam się w końcu zabijać czy nie? - zapytał ostrożnie Nole, który przysłuchując się rozmowie aż przestał przywiązywać linę do gałęzi.
- Noo... - odezwał się Becker, który został zmuszony do większej refleksji. - Mam pomysł! Pójdę po Kowalsky'ego, on mi pomoże wyciągnąć samochód! A Novak to ten... To spróbuj go jakoś przekonać, że się ma nie zabijać, a jak uratuję Multiplę, to tam pójdę.
- A wie pan chociaż gdzie? - zapytała Niśka, ale było za późno, bo Becker się już rozłączył.
- Słuchaj Nole... Pomyśl o tych wszystkich swoich fanach, co oni sobie pomyślą?
- Ach, właśnie! Jeszcze słit focia na Facebooka i można się zabijać! Zrobisz mi zdjęcie?
Tymczasem Boris rozpaczliwie próbował odkopać Multiplę z piasku, wołając równocześnie Jona. Po kilku minutach stwierdził, że na "kici-kici" jednak nie reaguje i rozpoczął próbę z gwizdaniem. W końcu poszedł szukać go osobiście i znalazł go na kamieniu 5 metrów od siebie.
- Panie Kowalsky, mógłby mi pan pomóc w ratowaniu naszego samochodu?
- Nie.
- Czemu nie?
- Nie lubię pana.
- Mnie też?! To kogo ty tutaj lubisz?!
- Nikogo.
"Ciekawe, czy ktoś pamięta w ogóle, że ja tu jestem - myślał Jonas Fischer zwinięty w kłębek w swoim kostiumie opony. - I co? Skończę swój żywot jako człowiek-opona, który utopił się w Fiacie Multipli w czasie przypływu? I to bez wypłaty?! Marny ten mój los..." W tym momencie Niemiec uświadomił sobie, że dla ratowania życia może zdjąć swój kostium i wyjść z samochodu. Było to jednak o tyle utrudnione, że Multipla była zamknięta. "Skoro ten cały Jon był w stanie wybić kilka szyb na raz, to ja sobie z jedną muszę poradzić" - pomyślał, żeby dodać sobie otuchy mimo (nieuzasadnionej co prawda) świadomości, że szyby w takim samochodzie muszą być równie pancerne co ekran starej Nokii.
- Raz, dwa, trzy i... BUM! - wykrzyknął po wyplątaniu się ze swojego kostiumu i z całej siły uderzył w szybę, która pękła bez większych problemów. Siła uderzenia była tak duża, że Fischer wylądował kilka metrów dalej z głową w piasku. Ale ważne, że był wolny!
Zachwycony swoją siłą Jonas stwierdził, że jest w stanie podnieść Multiplę i przenieść ją w bezpieczne miejsce. Nie chciał bynajmniej pomagać Beckerowi, po prostu chciał udowodnić, że "Niemiec potrafi". I to nawet bez należytej wypłaty!
- Nole, proszę, nie zabijaj się!
- Robisz to zdjęcie czy prawisz mi kazania?!
- Prawię ci kazania, nie widzisz?
Novak zastanowił się przez chwilę, jak ta Niśka może być aż tak głupia, po czym w milczeniu wrócił do wiązania pętli.
- A co w końcu z tym zdjęciem? I dlaczego przestałaś mnie przekonywać, żebym się zabił?
- Wiesz co, zabij się jak chcesz. Już ci robię zdjęcie. Co mam napisać pod postem?
- "Odchodzę, ale wiedzcie, że was kochałem, moi wierni i mniej wierni fani" Coś w tym rodzaju.
- To się uśmiechnij.
Po chwili uśmiechnięte zdjęcie emo-Novaka z pętlą na szyi mógł zobaczyć cały świat.
- Ale ty serio chcesz, żebym się zabił?
- No wiesz, zawsze mogę kibicować Rogerowi - powiedziała beztrosko Niśka kręcąc palcami końcówki włosów. - Albo Rafie, o! Rafie jeszcze lepiej!
"Moja wierna fanka chce się przerzucić na kibicowanie temu tyłko-dłubaczowi? To... to jeszcze większy powód do zabicia się!" - pomyślał Novak i zacisnął pętlę na szyi, zupełnie niezgodnie z oczekiwaniami Niśki.
- Możesz zabrać to krzesełko spod moich nóg? - zapytał ją błagalnym tonem.
- Ale wtedy wyjdzie na to, że ja cię zabiłam...
- Już mnie zabiłaś! Psychicznie! Zbieraj to krzesło!
- Myślałam, że... zresztą nieważne. Radź sobie sam.
Novak myślał chwilę nad sposobem samodzielnego wyjęcia krzesełka spod nóg, w końcu wpadł na genialny pomysł zeskoczenia z niego.
- Żegnaj, świecie! - wykrzyknął i skoczył.
Odpływ był coraz bliżej. Becker był wyczerpany psychicznie. Jon był wyczerpany fizycznie. Ficher był wyczerpany fizycznie i psychicznie, ale nie dawał tego po sobie poznać i cały czas starał się podnieść Multiplę. W końcu nie wytrzymał.
- Może byście tak mi pomogli, verdammt!
- Do nas mówisz, opono przeklęta?! - zapytał z trwogą Jon odwracając się w stronę Multipli i zauważając Jonasa z różowych bokserkach.
- Ja jestem szczupły i nie mam żadnej opony! - próbował odciąć się Ficher. - To pomożecie mi?
- Ale w czym?
- W ratowaniu tego przeklętego samochodu, na którym wam tak bardzo zależy, a który powinien już dawno być na złomie?
- Nasza Multipla! - wykrzyknął Becker odzyskując nagle zdrowie psychiczne i popędził w stronę tonącego samochodu. - Kowalsky, pomógłbyś pan nam!
Chwilę później cała trójka była zaangażowana w wywlekanie Fiata na brzeg. Następną chwilę później Fiat został wywleczony na brzeg.
- No, to teraz mogę iść po kluczyki do Novaka. Tylko gdzie on jest?
Novak leżał nieprzytomny pod gałęzią, która złamała się pod jego ciężarem i siłą skoku. Niśka starała się jakoś zdjąć ogromny konar ze swojego ulubionego tenisisty, przerwał jej jednak telefon Novaka.
- Niśka? Gdzie jest Novak? Idę już po te kluczyki.
- Trochę się pan spóźniłeś... W każdym razie jesteśmy w najbliższym miasteczku na południe od miejsca, gdzie pan teraz jesteś.
- Spóźniłem się? Co przez to rozu... On... Umarł?... - Boris rozłączył się i ruszył z płaczem w drogę.
Na miejsce dotarł, gdy Niśka z pomocą jakiegoś przechodnia - również fana Novaka - uwolniła swojego idola z objęć gałęzi.
- On umarł? - zapytał Boris słabym głosem pochylając się nad Novakiem.
- Teraz to się pan nim martwisz?
- Wcześniej też się martwiłem! - odparł oburzony Becker.
- Wcześniej to się pan Multiplą martwił!
- A czym chcesz dojechać na ten Wimbledon?!
- Novak próbował załatwić nam kuter! A teraz leży tu półżywy!
W tym momencie Boris gorzko zapłakał. Jego łzy spływały na Novaka, który nagle magicznym sposobem się obudził.
- NOLE! Ty żyjesz! - uradował się jego trener i podbiegł go przytulić, potknął się jednak o gałąź.
- Niestety... - mruknął Nole, wstał i zabrał się za ponowne wiązanie pętli, tym razem na mocniejszej gałęzi.
Podczas gdy Niśka i Becker próbowali odciągnąć Novaka od drugiej próby samobójczej, Jon poznawał się bliżej z człowiekiem-oponą.
- ... i jestem niemieckim agentem specjalnym, który przebrał się za oponę, żeby was śledzić. - tutaj Ficher bardzo przekonująco się uśmiechnął i popatrzył z nadzieją na Jona.
- Zostaw mnie w spokoju, opono podstępna! Ja nie ufam oponom!
- Ja nie jestem żadną oponą! Gott, gib mir Gedult! Viel Gedult!
- Niemieckim oponom nie ufam tym bardziej!
Zrezygnowany Jonas Fischer wstał i skierował swoje kroki na południe, gdzie, jak mu się wydawało, znajdowali się teraz Niśka, Boris i Novak. Jon został sam i zaczął się zastanawiać, co jest lepsze: towarzystwo niepewnego pochodzenia opony czy całkowity brak towarzystwa?
CIĄG DALSZY NASTĄPI


Nie no! Bardzo ładne glany wyszły! xD
OdpowiedzUsuńYhy. Bardzo. Glany glanowate że hej. xD
UsuńEj nie no serio. Ja skądś te glany kojarzę... Gdzieś je widziałam taj narysowane... xD
Usuńhttp://rockmetalshop.pl/pol_m_BUTY_RODZAJ-OBUWIA_Glany-11349.html
UsuńTutaj? xD
Nieee... To chyba nie to... xD
Usuń