czwartek, 19 września 2013

"Co słychać u Jona?" "Och, wspaniale! Tak wspaniale, że aż wcale..."

Witam!

W tak beznadziejną pogodę trzeba robić coś konstruktywnego, więc postanowiłam skonstruować kolejny rozdział opowiadania o Jonie, w którym pojawi się wreszcie tenis i trochę więcej Jona.

Rozdział trzeci

  W środę już naprawdę nie spodziewałam się Genowefy. Nie ma szans, żeby chciała do mnie przyjść po wtorkowych wydarzeniach. A jednak przyszła, choć, jak mi oznajmiła, tylko do Jona. Niech jej będzie, może go wreszcie czymś zajmie po tej traumie, jaką przeżył w nocy... A było to tak:
  Jon spał na polu, tak jak mu to obiecałam, w czasie największej ulewy, przykryty tylko jakimś cienkim kocykiem, który byłam w stanie dla niego poświęcić. Nie narzekał jednak na pogodę i już miałam nadzieję, że po raz pierwszy od kiedy Jon u mnie zamieszkał będę mogła się wyspać. Nietrudno zgadnąć, że tak nie było. 
  Około północy mokry i przerażony Jon wpadł do domu przez okno w kuchni, pobiegł do mnie na górę i wołał chyba pomocy... Nieważne, w każdym bądź razie kiedy tylko wlazł na moje łóżko, od razu go z niego zwaliłam i wygoniłam z powrotem na pole. 
  Niestety okno w kuchni było zniszczone bezpowrotnie i Jon mógł przez nie wskakiwać kiedy chciał. Koło drugiej nad ranem nie wytrzymałam i zapytałam go łagodnie, co się stało. No dobra, wyglądało to mniej więcej tak:
- Mów głupku, co się dzieje, bo mi się chce spać!
- No bo tam... tam... tak jest widmo! - odpowiedział trzęsący się ze strachu Jon wskazując na białego kota, zwanego potocznie Szirem.
- To jest kot. Idź spać.
- To jest potwór! On mnie zje!
- Jedyne co on zjada, to ziemniaki makaron i mięso z obiadu.
- No właśnie! A ja na obiad jadłem ziemniaki, makaron i mięso!
- On zjada tylko to, co jest na dachu komórki.
- To telefony mają dachy?
Chciałam utrzymać nerwy na wodzy, ale chyba zapomniałam im założyć uzdy przed rozmową z Jonem, bo właśnie puściły się w niekontrolowany galop.
- Zamknij się, słuchaj mnie i nie zadawaj więcej takich głupich pytań! To jest kot - powiedziałam pokazując palcem wystraszonego Szira. - Tak się boi ludzi, że nawet nie daje się dotknąć - tutaj spróbowałam go pogłaskać i plan momentalnie nie wypalił, bo Sziro zaczął się do mnie przymilać. Bałam się reakcji Jona, którego już koło mnie nie było. 
  Znalazł się dopiero rano pod lodówką... Jak się tam zmieścił, pozostaje tajemnicą. I wtedy właśnie przyszła Genowefa. Jon pokazał mi tylko język i udał się z nią do piwnicy. Ja w tym czasie postanowiłam zjeść jakieś śniadanie i się czymś zająć, byle im tylko nie wchodzić w drogę. 
  Weszli mi za to sami, kiedy udali się po coś na strych. Po chwili zeszli na dół ze sprzętem tenisowym. "Oho! Toście się zrobili, ciekawe jak wam się uda wejść na jakiekolwiek korty..." - pomyślałam i postanowiłam ich śledzić. 
  Jon prowadził Genowefę przed siebie, widocznie nie miał zielonego pojęcia, gdzie może znaleźć tutaj korty. A znaleźć mógł i to nawet przy odrobinie szczęścia betonowe. Ale oczywiście udali się tam, gdzie było dalej i gdzie nie było sensu chodzić, bo korty były bardzo zaniedbane i tak jakby zamknięte. Mnie oczywiście spacerek nie przeszkadzał, ale po Genowefie było ewidentnie widać, że nie ma siły na dalsze chodzenie. 
  W celu odpoczynku wstąpili do Biedronki, gdzie na chwilę straciłam ich z oczu. Wolałam tam nie wchodzić i nie narażać się na zdemaskowanie, więc grzecznie poczekałam na nich w krzakach. Wyszli po dłuższej chwili trzymając się za ręce i zjadając lody. W taką pogodę?! No bo właśnie w tej chwili z nieba lunęło deszczem.
  Jon jakimś cudem wymyślił, gdzie są zadaszone korty i wsiedli z Genowefą w najbliższy autobus pod halę sportową. Na szczęście miałam ze sobą bilet i wsiadłam za nimi. Ciężko było się zamaskować, ale na miejsce dojechałam bez powodów do wstydu. Cała akcja zaczęła się dopiero na przystanku, kiedy Jon doprawdy baaardzo cicho powiedział coś do Genowefy:
- Mam wrażenie, że ktoś nas śledzi.
Na szczęście jego dziewczyna (?) była innego zdania i nakazała mu iść na korty. 
  I tutaj znowu był problem, bo za wejście tam trochę się płaci. A poza tym odbywał się tam trening siatkarek i nikt nie miał wstępu do hali. Postanowili więc wrócić do domu.
  Puściłam się pędem różnymi skrótami, żeby być tam przed nimi i nie budzić podejrzeń. Okazało się jednak, że nie o ten dom chodziło. Jon i Genowefa wsiedli w pierwszy lepszy autobus do centrum, tak kupili bilety i pojechali do Katowic. W ostatniej chwili wskoczyłam za nimi do zatłoczonego 814 i zakupiłam bilet u kierowcy. Po raz kolejny tego dnia postanowiłam ich śledzić.


Przepraszam co niektórych czytelników za to, że uczyniłam Jona i Genowefę parą, ale nie miałam innego pomysłu. Bardzo mi przykro z tego powodu. A teraz się już żegnam, bye!

12 komentarzy:

  1. Mi tam się bardzo podoba Jon i Geowefa jako para. Tymsamym chcę złamać błędne przekonanie co do mojego uczucia do Jona.

    P.S. Śliczny kotek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, ja tam bym chętnie Ciebie wplątała do opowiadania, ale muszę mieć na to zgodę. xD

      Usuń
    2. Mnie? Super! To znaczy ja też chętnie chciałabym być wplątana w opwiadanie. xD

      Usuń
    3. Nie no, nie będę taka niedobra... Już wystarczy nam Hammond w naszych tajnych działaniach. xD (Ostanie zdanie powinno być objęte cenzurą dla wszystkich oprócz Ciebie, ale chyba się tak nie da zrobić. W każdym bądź razie to ściśle tajne.)

      Usuń
    4. No wiesz co? Teraz się na ciebie obrażam!

      Niśka! Teraz wszyscy ktorzy wejdą na tego bloga dowiedzą się o naszych tajnych działaniach na Hammondzie i tenisistach! Ups... (Ostatnie zdanie - nie licząc "Ups..." także powinno być objęte cenzurą.) xD

      Usuń
    5. A tak w ogóle to kiedy następny rozdział?

      Usuń
    6. NA Hammondzie? Sorry, ale mam dziwne skojarzenia... xD A tak w ogóle, to i tak wszyscy wiedzą, przecież cały świat nas zna i się nas boi. xD

      O następnym rozdziale pisałam Ci na PW.

      Usuń
    7. Pozwól, że nie skomentuje twoich skojarzeń...

      Niby tak... ale wiesz, to że wszyscy się nas boją nie znaczy, że mają wiedzieć o naszych obecnych sprawach. To dodaje takiej aury tajemniczości i w ogóle. Chociaż nie wiem czy w obecnym stanie wzbudzam coś innego niż litość. (Teraz możesz wyobrazić sobie mnie i tony chusteczek walających się po całym domu) xD

      Usuń
    8. Sorry, jak się jeździ na przeróżne obozy, to się ma skojarzenia zawsze i wszędzie. xD

      Ja nie znam litości, ja tylko lubię, jak mi ją inni okazują. xD

      Usuń
  2. No to ja nawet nie chcę myśleć o czym wy rozmawiacie na takich obozach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybierz się ze mną, to się dowiesz. Zresztą to są jak najbardziej zwyczajne rozmowy (może oprócz Winicjusza i Ligii, ale to było już najwyższe stadium głupawki). xD

      Usuń
    2. Jeśli skojarzenie "NA Hammondzie" wynika z zupełnie "zwyczajnych" rozmów na koloniach, to boję się pomyśleć o co chodziło z tym Wincjuszem i Ligią...

      Usuń