Witam!
Dziś szybko, krótko i na temat:
Jon chcąc nie chcąc powraca, jeszcze nie wiem w jaki sposób, ale na pewno będzie musiał być bohaterem dalszych postów, bo niektórzy zaczynają otwarcie wyznawać mu miłość... Ekhm... Miało być na temat...
Zaczynam nowe opowiadanie, które będzie nosić zaszczytny tytuł "Świat według Jona". Na początek małe wprowadzenie...
Jak wszystkim wiadomo, Jon jest dziwną istotą z gatunku homo dziwakus, którego jest jedynym przedstawicielem. Wiadomo również, że jakiś czas temu wybrałam się z nim na wyprawę śladami Wielkiego Szlema, która skończyła się tym, że przez Jona wylądowałam na kilka dni w psychiatryku. Urocze to miejsce przekonało mnie, że powinnam unikać kontaktów z Jonem, a jak nie będę miała innego wyjścia, to przynajmniej znaleźć sobie kogoś do pomocy. I tak oto do opowiadania włącza się Genowefa - bardzo dobra i mało kosztowna siła robocza. Teraz więc trochę o niej... Genowefa jest wysoką blondynką o anielskim uśmiechu, wydaje się bardzo miła, ale też stanowcza - idealna wprost dla Jona. Do tego z zawodu i zamiłowania jest przedszkolanką... Eee... W każdym bądź razie płacę jej jedynie możliwością zjedzenia u mnie obiadu, więc nie mam z nią żadnych problemów. Może tylko jeden: jest wegetarianką i za wiele to z tych obiadów nie zjada. A oto i ona:
Rozdział pierwszy
Pierwszy dzień pracy Genowefy przypadł na poniedziałek. Postanowiłam, że nie będę jej od samego początku męczyć i zdecydowałam się opowiedzieć jej co nieco o Jonie. A wiedziałam doprawdy baaaardzo dużo. Szczerze mówiąc to nic. Genowefie to jednak nie przeszkadzało i zaczęła mnie o niego wypytywać:
imię - Jon
nazwisko - a bo mi to powiedział...
wiek - też bym chciała wiedzieć
rodzice - eeeee...
zawód - tenisista bodajże
zainteresowania - do mnie to pytanie? Tenis i może coś jeszcze
ulubiona potrawa - (wspomnienie Londynu wywołało u mnie dreszcz) truskawki ze śmietaną
znaki szczególne - wystarczy się na niego spojrzeć...
szkoła, do której chodzi, chodził lub ma zamiar chodzić - zapewne żadna, ale zapytać go można
Ponieważ niewiadomych było dość dużo, postanowiłyśmy pójść po Jona i go dokładnie wypytać. Miałyśmy szczęście, że miał dobry dzień i grzecznie odpowiedział na wszystkie zadane pytania, dostarczając nam tym samym wielu cennych informacji. Ostateczna wersja (bo było ich kilka) jest taka, że nazywa się Jon Kowalski, ma (w przybliżeniu) 18,33333333 lat, jego rodzice wyprowadzili się od niego do kosmosu (nie dziwię się, 18 lat z takim stworzeniem!), rzeczywiście jest tenisistą, interesuje się tenisem, uwielbia truskawki, a szkoła... Ekhm... Nie skończył jeszcze podstawówki, jak na razie zatrzymał się na pierwszej klasie, a że jest już pełnoletni i nie ma obowiązku szkolnego, to do szkoły chodzić przestał. To ostatnie nam się nie spodobało i postanowiłyśmy, że będzie musiał się zapisać do miejscowej podstawówki.
Kolejną rzeczą, która zainteresowała Genowefę, było to, dlaczego Jona mieszka ze mną pod jednym dachem. Sama nie wiedziałam do końca, jego kurator sądowy mi go dokwaterował, obecnie jego pokój znajduje się na strychu. Po zwiedzeniu jego pięknego mieszkania postanowiłyśmy podsumować wszystkie informacje i przygotować plan działania na dzień następny.
Historia Jona (wersja oficjalna)
Jon Kowalski urodził się (w dużym przybliżeniu) 18,3 lat temu gdzieś tam. Ponieważ dłuższe z nim przebywanie wywołuje choroby psychiczne, jego rodzice po spełnieniu swojego rodzicielskiego obowiązku wyprowadzili się na Marsa. Szkołę podstawową rozpoczął w wieku lat siedmiu i rozpoczyna ją każdego roku na nowo. Nie wydawał mi się aż tak głupi, żeby nie skończyć pierwszej klasy i miałam rację, bo powodem była nieklasyfikacja, wynikająca z wielu opuszczonych godzin. Z tego powodu dostał kuratora sądowego, który od jakiegoś czasu stara się zapewnić mu jakieś rozrywki.
Dla Jona największe znaczenie ma jednak tenis. W końcu udało mu się zostać tenisistą i to o dziwo całkiem przyzwoitym. Niestety nieznajomość zasad sprawia, że bardzo często kłóci się z sędziami, co doprowadza czasem nawet do wyproszenia go z kortu. Kurator postanowił więc, że poszuka kogoś, kto to Jonowi jakoś wytłumaczy.
I właśnie tak poznałam Jona. Później zaczęłam współpracę z panem kuratorem i wyszło mi to tylko na gorsze, bo dzięki temu skończyłam jak skończyłam, czyli jako opiekunka i przewodniczka Jona. W końcu oboje mieliśmy siebie dosyć i trzeba było coś zmienić...
I to już koniec nudnego rozdziału pierwszego, rozdział drugi będzie już ciekawszy. Na razie się żegnam, bye!

Yay Jon! xD
OdpowiedzUsuńTo jest genialne c;
I właśnie o takie komentarze mi chodziło. ^^ Jon odnosi właśnie kolejny sukces.
Usuń"Jon chcąc nie chcąc powraca, jeszcze nie wiem w jaki sposób, ale na pewno będzie musiał być bohaterem dalszych postów, bo niektórzy zaczynają otwarcie wyznawać mu miłość..." - ja nie mam pojęcia o czym mówisz...
OdpowiedzUsuńW każdym razie nareszcie jest Jon! Dzięki!
Proszę Cię bardzo, przynajmniej mam jakieś zajęcie. xD
Usuń