niedziela, 29 września 2013

Kolejna dawka Jona, a do tego mały zwrot akcji

Witam!

Na początek miła informacja: dorobiłam się drugiego obserwatora! Ten zatrważający wynik wprawił mnie w świetny humor i nabrałam znowu chęci do pisania o Jonie. Wielkie podziękowania dla Weroniki!

Przepraszam za to za tak długą przerwę w pisaniu, ale nie miałam po prostu czasu na pisanie. Z tego też względu rozdział jest średniej jakości i długości, choć to pierwsze jest moją subiektywną opinią, dlatego też czekam na komentarze.

Rozdział chyba czwarty

  Autobus spokojnie przemierzał ulice Katowic, ochlapując przechodniów i potrząsając pasażerami. Motoryzacyjny raj! Jon i Genowefa zajęli miejsca siedzące z przodu, ja obserwowałam ich z końca pojazdu, ale w końcu zniknęli mi z oczu.
  Znalazłam ich wzrokiem koło drzwi. A więc wysiadają... Na szczęście ledwo już w prawdzie jeżdżący, ale jakoś dopuszczony do ruchu jelcz miał drzwi z tyłu, którymi mogłam wysiąść i kontynuować prace szpiegowskie.
  Jon i Genowefa rzeczywiście wysiedli na następnym przystanku, nie wiedziałam nawet na jakim, i pobiegli w stronę osiedla. Bieganie wśród nieznanych kałuż po nieznanym mieście nie należało do moich ulubionych zajęć, ale jak trzeba to trzeba. Kierowałam się więc za wielką torbą Wilsona (phi, Wilson!) i coraz bardziej zdziwiona biegłam przez nieznane ulice.
  W końcu torba skręciła w prawo razem z różowym parasolem i zatrzymała się przy... kortach. Czyżby moja dobra i tania siła robocza mieszkała przy takim fajnym obiekcie?
  Odpowiedź była jednoznaczna: nie. Jak się okazało, przyszli sobie pograć w tenisa. Ponieważ cały czas lało, musieli iść na kort kryty, na który nie miałam podglądu. Postanowiłam przeskoczyć przez płot i poszukać jakiegoś okienka, przez które będę mogła ich obserwować.
  Okienko się znalazło... na wysokości kilku metrów. Postanowiłam się jednak nie poddawać i rozpoczęłam wspinaczkę po ścianie budynku. Może się to wydawać trochę nierealne i w rzeczy samej tak jest, bo tak naprawdę użyłam drabiny, która sobie tam po prostu stała.
  Jedynym jej problemem była niestabilność. Kiedy sobie to na dobre uświadomiłam byłam już prawie przy oknie, a kiedy drabina w końcu się przewróciła, ja byłam już na parapecie. Na szczęście. Powinnam się zapewne zastanowić, jak później zejdę na dół, ale w tym momencie mnie to w ogóle nie interesowało. Otóż Jon i Genowefa właśnie zaczynali rozgrzewkę.
  Byłam bardzo ciekawa, czy dobrze będzie się im grało w dżinsach. Zapewne odpowiedź brzmiała "nie" i właśnie dlatego poszli się przebrać.
  Wrócili wystrojeni w ciuchy z Decathlona, z rakietami Willsona w dłoniach i uśmiechami na twarzach. Grę rozpoczęła Genowefa i, niestety muszę to przyznać, udało jej się nawet zaserwować... Nawet lepiej: udało jej się odbić return Jona!
  Byłam tak zdziwiona, że o mało nie spadłam z parapetu. Oto oglądałam na żywo całkiem niezły mecz tenisowy, najbardziej zdziwiło mnie jednak to, że Jon faktycznie umie grać w tenisa. Postanowiłam dla świętego spokoju sprawdzić, które miejsce zajmuje w rankingu.
  Wyciągnęłam więc swojego smartfona, uruchomiłam odpowiednią aplikację i znowu o mało nie spadłam z parapetu, bo zobaczyłam jakiegoś Jona w najlepszej 20. Na szczęście nie był to Jon Kowalski... Tego właściwego znalazłam na π miejscu w rankingu. Cóż, jak ma 18,(3) lat, to może też zajmować 3,14... miejsce w rankingu... Nieważne.
  Do oglądania meczu wróciłam wtedy, kiedy Jon zagrał pięknego winnera. Po wyniku było widać, że Genowefa dostawała prawdziwe lanie. Ale w końcu grała z π zawodnikiem na świecie! Mecz zakończył się chwilę później i musiałam wymyślić sposób zejścia z parapetu.
  Drabina leżała sobie spokojnie 5 metrów pode mną, ściana idealnie gładka... "Weź się w garść Niśko, jak umiesz zejść z kucyka, to z parapetu tym bardziej!" - pomyślałam sobie i postanowiłam przejść się po gzymsie do rynny, a stamtąd już na ziemię. Potknęłam się już przy pierwszym kroku, udało mi się jednak utrzymać równowagę i nie przyśpieszyć swojego zejścia na dół w sposób niekontrolowany. Zjechałam po rynnie na dół i zaczęłam wypatrywać Jona i Genowefy.
  Kilka minut później wyszli zadowoleni z hali i udali się na przystanek autobusowy. Podążyłam za nimi i w tej chwili zorientowałam się, że nie mam pieniędzy na bilet. Wizja biegania za autobusem po Katowicach wydawała mi się... yyy... dziwna?
  Na szczęście Jon i Genowefa wsiedli w znany mi autobus 27, który zatrzymuje się nieopodal mojego domu. Włączyłam więc GPS-a i udałam się piechotą do domu. Oczywiste było to, że nie zdążę dotrzeć tam przed nimi, musiałby zdarzyć się cud. No i akurat się zdarzył, bo kiedy dobiegłam do furtki, oni szli sobie spokojnie w górę ulicy.
  W domu szybko się ogarnęłam i wskoczyłam do kuchni, żeby udawać, że robię kolację. W tym samym momencie do przedpokoju wkroczyli Jon i Genowefa i zaczęli śledztwo w stylu Sherlocka Holmesa.
- Widzisz tę kurtkę? Taką samą miała ta zamaskowana postać, która szła za nami...
- A to błoto na butach? - wychyliłam się z kuchni, żeby zobaczyć, cóż takiego oni robią i ujrzałam Jona zlizującego błoto z moich butów. Z trudem powstrzymałam się, żeby go nie walnąć.
- Smakuje psimi odchodami i spalinami.
- Czyżby szpieg mieszkał w tym domu?
  W końcu wybuchnęłam śmiechem, zwracając na siebie ich uwagę. Potrzebne było mi coś, co powstrzyma Jona od dotknięcia mnie, amputacja jakiejkolwiek części ciała nie była mi na rękę. W tym momencie do domu przez otwarte drzwi wbiegł Sziro.
  Jon wystraszył się go tak bardzo, że nie wiedział co ze sobą zrobić i w końcu zemdlał. To nawet dobrze, bo postanowiłam pogadać z Genowefą, a raczej coś jej powiedzieć:
- Zwalniam cię.


Trochę krótko i chaotycznie, jutro kolejny rozdział, mam nadzieję lepszy... Na razie się żegnam, bye!

2 komentarze:

  1. Chciałam zauważyć, że dorobiłaś się już TRZECH obserwatorów w tym mnie.

    Jedyną rzeczą (kilkoma jedynymi rzeczami) nad którą zastanawiałam się było to, że:
    1. Tak akurat, dziwnym zbiegiem okoliczności obok okienka, znajdowała sie kilku metrowa drabina.
    2. W czym podobne jest schodzenie z konia do schodzenia z parapetu?
    3. Ta rynna musiała być chyba z jakiegoś twardego metalu, bo (nie obrażając nikogo) plastikowa by tego raczej nie wytrzymała.
    No, ale zaraz przypomniałam sobie, że jest to świat Niśki007 i nie takie rzeczy się tu zdarzają.
    I jeszcze jedna sprawa: Kto teraz będzie zajmował się Jonem?

    Rozdział (wbrew tego co napisałaś na początku) był bardzo fajny (albo to po prostu ja nie moglam się doczekać następnej części...). I pojawia się to samo pytanie co zawsze: Kiedy następna część?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zaczynałam pisać tego posta kilka dni temu, to miałam dwóch. I jak byś nie zauważyła, świat, w którym żyję, sporo odbiega od normalnego.

      1. Może ktoś podglądał kogoś na tym samym korcie wcześniej? Albo mył okno?
      2. W niczym. I to właśnie cały sens tego stwierdzenia.
      3. Nie doceniasz producentów plastikowych rynien (choć wiem, że nie o ich obrażanie Ci chodziło xD).

      Jak na razie Jon śpi na polu, w towarzystwie Szira i innych ciekawych nocnych stworzeń, a zajmować się nim muszę na razie sama, chyba że wyprowadzi się do Genowefy albo się nie ocuci i będzie z nim spokój. Zresztą jeszcze nie wiem.

      Następna część... Może we wtorek, ale mogę nie mieć czasu.

      Usuń