Witam!
No więc dzisiaj krótka i już bardziej ciekawa kontynuacja opowieści o Jonie. Dzień był troszkę męczący, a jak wszyscy tutaj jednogłośnie stwierdzą, Jon jest najlepszym sposobem na odprężenie. Ja wprawdzie średnio się z tym zgadzam, bo wolę obejrzeć sobie Top Gear... Ale zauważyłam kolejny nieznaczny skok słupka wyświetleń, więc sama siebie przymuszam do napisania ciągu dalszego o zaskakującej i bardzo oryginalnej nazwie "Rozdział Drugi"
Rozdział drugi
No więc był już wtorek i Genowefa odważyła się przyjść do pracy. Szczerze mówiąc trochę mnie zaskoczyła, bo ja po usłyszeniu wszystkich informacji o Jonie nakazałam mu przeniesienie całego swojego dobytku i siebie do piwnicy. Właściwie wyszło mu to na dobre, bo w piwnicy jest trochę więcej miejsca. Zmartwiłam się jednak tym, że nie przyszedł na śniadanie.
Sprawa rozwiązała się oczywiście szybko i w sposób doprowadzający mnie do szału - Jon postanowił zeżreć (nie ma na to innego określenia) wszystkie konfitury, które w piwnicy miały doczekać do zimy. Już miałam na niego nawrzeszczeć, kiedy do "królestwa" Jona wkroczyła Genowefa i zaczęła mi przestawiać swoje metody wychowawcze. Po 10 minutach przestałam jej słuchać, za bardzo kojarzyło mi się to z kazaniem proboszcza z mojej parafii - może ma jakiś ukryty sens, ale nie dla mnie. Postanowiłam więc podliczyć straty i zabrać rzeczy Jona w jakieś inne miejsce. Na szczęście Genowefa nie zauważyła, że przestałam jej słuchać i mogłam spokojnie zająć się przetworami. Na szczęście zniknęła jedynie połowa powideł śliwkowych i jakieś 2/3 jabłkowych, sałatki pozostały jednak bez zmian.
Nie wiedziałam za bardzo, jak mam się zabrać za wynoszenie rzeczy Jona z piwnicy, bo po pierwsze było ich dużo, a po drugie Genowefa stała mi w przejściu, cały czas głosząc swe bezsensowne kazanie. Wpadłam jednak na genialny pomysł z wykorzystaniem walających się wśród całego zamieszania worków na śmieci. Nie wywożą ich chyba wprawdzie w tym tygodniu, a tym bardziej nie we wtorek, ale właściwie nie o to mi chodziło. Były mi potrzebne jedynie do spakowania rzeczy Jona i wyniesienia ich w jakieś ustronne miejsce, w późniejszym czasie również razem z Jonem.
Plan udał się znakomicie, bo Genowefa zaczęła teraz stosować swoje metody na biednym (w przybliżeniu) 18,3-latku, a ja w tym czasie mogłam swobodnie wytargać wory na górę i je gdzieś schować. Pierwszym pomysłem była komórka na narzędzia itp., ale miałam tam zamiar wprowadzić Jona. W pobliżu nie było rzeki, do której mogłabym wrzucić worki, zresztą ochrona środowiska... Postanowiłam więc odsprzedać je w jakimś skupie badziewia, udając się w tym celu do centrum.
Nie byłam w stanie zabrać wszystkiego ze sobą (piechotą za dużo do noszenia, w autobusie się nie zmieści, a poza tym ludzie się będą gapić), więc wybrałam rozwiązanie chodzenia na raty z plecakiem wypchanym pamiątkami Jona. Kiedy wróciłam z pierwszej wyprawy, Jon i Genowefa cały czas prowadzili w piwnicy jakąś rozmowę. Poszłam więc jeszcze raz, a potem jeszcze raz i jeszcze raz. Kiedy wróciłam z wycieczki, a było to już późnym popołudniem, sytuacja była identyczna. Jon chyba nie zauważył braku swoich pamiątek, zobaczymy co powie jak się zorientuje... Zadowolona z zemsty za zjedzenie zapasów na zimę wkroczyłam do piwnicy oznajmiając rozgadanej dwójce, że zaraz będzie obiad.
Jon nie był głodny, co mnie specjalnie nie zdziwiło, ale zmarnowałam sporo zupy... Wprawdzie ktoś mógłby powiedzieć, że mogłam to dojeść, ale nie. W życiu nawet nie dotknę niczego należącego do Jona. Dotknęłam wprawdzie pamiątek, ale spokojnie - dokładnie zdezynfekowałam ręce i plecak, w którym nosiłam to badziewie, a worki już dawno leżą w koszu.
Genowefa zjadła za to z wielką przyjemnością, przyznając się, że nie jadła śniadania. Cóż, to jej sprawa. Po obiedzie postanowiłam wypytać ją dokładnie o to, jak spędzili z Jonem dzień. "Na obgadywaniu ciebie i twoich niecnych planów" - odparła Genowefa i wyszła.
- To gdzie mam w końcu spać?
- Na polu! - odpowiedziałam wściekła Jonowi i pokazałam mu wyjście.
No i na dzisiaj to już koniec opowieści o Jonie i Genowefie, mówię już wszystkim goodbye!

Hehe, wyobrażam sobie ciebie wynoszącą pamiątki Jona plecakiem... Kiedy będzie następny Jon?
OdpowiedzUsuńPrawdopodobnie jutro, bo dzisiaj robię dla Ciebie Rafę i uczę się fizyki.
Usuń