czwartek, 29 sierpnia 2013

No i o czym by tu napisać...

Witam!

Jak głosi tytuł, nie mam o czym pisać. Pewnie wiele czytających to osób powie, że mogłam po prostu nie tworzyć nowego posta, ale to nie w moim stylu. I tak jest lepiej niż kiedyś, kiedy tworzyłam po trzy posty dziennie...

Dzisiaj nie będzie nic w temacie <piiiip>, miał być za to rozdział dziesiąty. Tylko... nie mam pojęcia, o czym on może być. Temat jest już chyba wyczerpany, no bo co jeszcze można napisać o tenisie? Jeśli jest ktoś, kto ma jakiś pomysł lub chce, żebym mu coś jeszcze wytłumaczyła, to niech to napisze w komentarzu. Zaczynam więc rozdział dziesiąty: "Wszystko, co chcecie wiedzieć i o czym jeszcze nie napisałam"

Rozdział dziesiąty - Wszystko, co chcecie wiedzieć i o czym jeszcze nie napisałam 

Zacznijmy od wielkoszlemowych ciekawostek, to zawsze jest fajne. Postaram się jak najmniej korzystać z wyszukiwarki i pisać to, co wiem. W opowiadaniu pomoże mi Jon.
  • Przyjechałem do Londynu na Wimbledon. Wszyscy jedzą tutaj truskawki! Czy to jest normalne? - jak widać, Wimbledon nie musi kojarzyć się tylko z trawą i Federerem, dla niektórych może on być smakiem truskawek ze śmietaną. Jest to podstawowa potrawa tego turnieju, co roku zjada się ich... dużo.
  • W pierwszym meczu wyszedłem na kort w swojej ulubionej koszulce w kwiaty i zostałem z niego wyrzucony. Dlaczego? - drogi nieogarnięty tenisisto Jonie, na korty Wimbledonu zawodnicy muszą wychodzić ubrani na biało, taka już jest ta angielska elegancja. Nawet Federer został upomniany za grę w butach z pomarańczową podeszwą. Przegrał już w pierwszym meczu po zmianie obuwia.
  • Jeden z moich meczów podczas US Open został przerwany z powodu deszczu. Dlaczego nie mogli by tam zrobić dachu? - po pierwsze: nie wolno używać nazwy tego turnieju, dziwne, że tego nie wiesz... Po drugie: nie licz na to, że będziesz grał na korcie z dachem. Zadaszony ma być kort centralny, prace zakończą się w 2017 roku. Najpierw Amerykanie wymyślili jednak kilka wymówek, żeby tego dachu nie zrobić. Było coś o tym, że kort jest za duży (w końcu to największy kort na świecie), potem że podłoże, na którym zbudowane są korty, to uniemożliwia, a teraz w końcu się wzięli i mają ten dach zbudować, choć kosztować ich to będzie kilka miliardów dolarów, jeśli dobrze pamiętam.
  • Dlaczego korty Rolanda Garrosa są nazwane imieniem Rolanda Garrosa, skoro nie był on tenisistą? - Bóg jeden wie. I Francuzi.
  • Kim byli ci wszyscy tenisiści, których nazwiskami nazywane są korty? - jak to kim? Tenisistami. Ale opiszę ich trochę dokładniej, bo tylko jedną tenisistkę opisałam w rozdziale gwiazdom tenisa poświęconym. Napiszę więc trochę o każdym z kortów i jego patronie.
  1. Rod Laver Arena - kort centralny Melbourne Park, posiada rozsuwany dach (na co komu w Australii dach?!) i 14 820 miejsc. Rod Laver to wielki australijski tenisista, zwycięzca 11 turniejów wielkoszlemowych, nic dziwnego, że nawet postawili przed kortem jego pomnik.
  2. Margaret Court Arena - trzeci co do wielkości kort w Melbourne Park, nosi nazwisko jednej z najlepszych tenisistek w historii, pisałam o niej kilka rozdziałów wcześniej.
  3. Kort Philippe Chatrier'a - kort główny w kompleksie kortów im. Rolanda Garrosa, sam Chatrier był nie tyle co dobrym zawodnikiem, ale działaczem tenisowym, starał się o podniesienie prestiżu French Open i z tym głównie kojarzone jest jego nazwisko.
  4. Kort Suzanne Lenglen - drugi co do wielkości kort w kompleksie RG. Suzanne Lenglen to legenda francuskiego tenisa, na korcie grała w czasach naszej Jadwigi Jędrzejowkiej, czyli przed II wojną światową. Wygrała 6 turniejów Rolanda Garrosa i 6 Wimbledonów.
  5. USTA Billie Jean King National Tennis Centre - tak nazywa się kompleks kortów, na których rozgrywa się <piiiip>. Billie Jean King jest oczywiście wielką gwiazdą amerykańskiego tenisa, zwyciężczyni 12 turniejów wielkoszlemowych w singlu i jeszcze iluś tam w deblu i mikście.
  6. Arthur Ashe Stadium - kort centralny USTA BJKNTC (musiałam to skrócić xd), nazwany imieniem kolejnej amerykańskiej gwiazdy, która wygrała wprawdzie tylko 3 turnieje wielkoszlemowe w singlu i 2 w deblu, ale co tam...
  7. O korcie Louisa Armstronga pisać nie będę, bo jakoś średnio mi się zdaje, żeby on był tenisistą.

 Dzisiaj ponownie dziękuję Jonowi i już się żegnam, bye!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz