Jak widać po tytule, jestem teraz bardzo szczęśliwa, ponieważ wreszcie mogę sobie pooglądać trochę tenisa na poziomie.
Wczoraj piękny mecz Venus Williams z Kirsten Flipkens, wygrany przez piękną amerykańską gwiazdę w pięknym stylu, wśród wielu pięknych wymian, zakończonych pięknym uderzeniem lub piękną akcją przy siatce, które często wygrywała też już trochę mniej piękna Flipkens. Mecz zakończył się wynikiem 6:1, 6:2, co wcale nie oddaje jego prawdziwego przebiegu, bo obie tenisistki zażarcie walczyły o każdy punkt, stąd i długości gemów: 10 - 15 minut.
Inny mecz, który zachwycał (szczerze mówią nie wiem czemu) wszystkich kibiców to spotkanie Rafy Nadala z Ryanem Harrisonem. Kilka ładnych zagrań Hiszpana było, to fakt. Ale to przecież w jego meczach jest normalne, zwłaszcza kiedy jest w formie, jak teraz.
Mecz Agnieszki Radwańskiej z Silvią Soler-Espinosą nie przyniósł żadnej niespodzianki, po wyniku 6:1, 6:2 (jak u Williams i Flipkens) wydawać się może, że Polka nie miała trudności. Właściwie tak było, choć Hiszpanka walczyła dzielnie o wygrane wymiany. W ślady siostry kilka godzin później poszła Urszula Radwańska, wygrywając z Iriną-Camelią Begu również gładko - 6:1, 6:3.
Jeśli mówimy już o tenisistkach, które poszły w ślady starszych sióstr, to warto też wspomnieć o Serenie Williams, która sprawiła porządne lanie Francesce Schiavone, wygrywając z nią 6:0, 6:1. Jakoś nie spodziewałam się innego wyniku, no ewentualnie "rowerku".
Poza wymienionymi przeze mnie meczami odbyło się jeszcze kilka innych, oto ich wyniki (wygrany wymieniany jest pierwszy):
Ferrer - Kyrgios (7:5, 6:3, 6:2)
Dancevic - Haase (7:6, 3:6, 7:5, 7:6)
Tomic - Ramos (6:3, 3:6, 4:6, 7:6, 6:3)
Bautista - Belluci (6:3, 6:2, 6:2)
Robredo - Matosevic (6:3, 6:7, 6:3, 6:2)
Davydenko - Williams (6:3, 4:6, 1:6, 7:5, 6:0)
Gasquet - Russell (6:3, 6:4, 6:2)
Evans - Nishikori (6:4, 6:4, 6:2)
Dodig - Verdasco (6:3, 7:5, 1:6, 4:6, 6:3)
...
Nie chce mi się dalej pisać, nawet dla mnie jest to nudne, jeśli kogoś interesują wyniki, to na oficjalnej stronie US Open ma ich pod dostatkiem. Myślę, że plan na dziś jest ważniejszy. Otóż, dzisiaj na korcie zobaczymy trochę gwiazd: Djokovica, Federera, Azarenkę... A do tego resztę Polaków, czyli Janowicza, Kubota i Przysiężnego. Nie sądzę, żeby ich mecze były transmitowane w telewizji, ale wyniki można śledzić na żywo na wcześniej wspomnianej stronie US Open lub w jej mobilnej wersji na tablety i smartfony.
Post robi się trochę długi i nudny, ale chyba wszystkich ucieszy fakt, że powraca nieopublikowana publikacja. Znalazłam wreszcie pomysł na rozdział, to jest: "jak dokładnie gra się w tenisa, czyli rodzaje uderzeń".
Rozdział ósmy (tak?) - Jak dokładnie gra się w tenisa, czyli rodzaje uderzeń
No więc zacznijmy od tego, o czym pisałam w rozdziale pierwszym. Napisałam tam, że trzeba przebijać piłeczkę na drugą stronę siatki. Dzisiaj rozwinę trochę ten temat i opiszę, w jaki sposób należy tę piłkę przebijać.
- Forhand - chyba najprostsze z uderzeń, potrzebujemy do niego tylko jednej ręki, a wygląda ono tak, jak na rysunku poniżej. Żeby uderzenie zostało uznane za forhand, piłka musi się najpierw odbić o ziemi.
- Backhand - drugie z podstawowych uderzeń, ale już trochę trudniejsze. Można użyć do niego jednej ręki (jak np. Federer) lub dwóch rąk, co jest bardziej popularne i wykorzystywane na co dzień przez... wszystkich oprócz Federera (i jeszcze kilku innych, ale to już szczegół). Zasada taka sama jak przy forhandzie - piłka najpierw musi odbić się od kortu. Uderzenie pokazane jest na obrazku poniżej.
- Smecz - uderzenie już mniej typowe, najczęściej potrzebna jest do tego jedna ręka, ewentualnie dwie, a chodzi po prostu na uderzenie znad głowy. Chyba łatwo to sobie wyobrazić, ale i tak pod opisem będzie rysunek. Do tego chyba warto wspomnieć, że piłka nie musi odbić się od kortu. Smecze najczęściej są wykonywane z połowy kortu i są mocnymi uderzeniami, które mają zwalić przeciwnika z nóg, lub obroną przed lobem, czyli piłką która ma lecieć tak wysoko, żeby przeciwnik jej nie dosięgnął. Czasem jednak dosięga i wtedy właśnie mamy do czynienia za smeczem.
- Voley - to akurat łatwo opisać, bo to uderzenie w piłkę, która nie odbiła się od kortu. Voley może więc być z forhandu, backhandu czy nawet ze smeczu, a może to być coś, co przedstawiłam na obrazku poniżej.
- Hot-dog - to ostatnie zagranie, które tu opiszę. Został on wymyślony przez Federera, a praktykowany jest głównie przez Rafę Nadala i Agnieszkę Radwańską. Uderzenie to polega na tym, że zawodnik staje tyłem do siatki i odbija piłkę między nogami. Przydają się tu długie i szczupłe nogi... A wracając do samego zagrania, pokazane jest na rysunku poniżej.
No a teraz się już żegnam, widzimy się w następnym poście. Bye!





Ostatnie zagranie... xD
OdpowiedzUsuńJa go nie wymyśliłam, pretensje do Rogera. xD
Usuń